Daytona Bike Week 2010 - Wspomnien Czar Przy okazji zblizajacego sie corocznego zlotu, Bike Week 2011 na Daytona Beach Fl. nadszedl czas, zeby przedstawic nasza relacje, z wyjazdu zeszlorocznego. Sklad: Arek, Magda, Grzes, Patryk i Ja czyli Aga. Hmmm wiem,wiem, wiem, minal rok, ale mysle, ze Ci ktorzy tam byli, chetnie powspominaja, jak mysle ten udany wyjazd. W nieco malym skladzie i moze troche krotko, ale uwazam, ze byl udany . Cokolwiek – bylismy!!! I wlasnie to w tym wszystkim jest chyba najwazniejsze. Daytona jak Daytona, Ci co byli to wiedza, motocykle, kurz, palenie opon i nie tylko…picie, muzyka i ta cala otoczka, ktora daje to, co najwazniejsze, szal cial i uprzezy !!! Czyli dobra zabawe hahahihi. Ci co byli pierwszy raz podobalo im sie jeszcze bardziej, wiec mysle, ze teraz czas na Sturgis….. ! Zeby nie siedziec tylko na Bike Week, wybralismy sie do NASA
Z NASA udalismy sie w kierunku domu, zatrzymujac sie po drodze w Savannah, tam chcielismy pozyc chwila z przeszlosci, troche sie nie udalo. Wlasnie, fajne drzewa tam rosna i fajne drogi z torami maja…….do Patryka i Arka, te tory to chyba zabytek…..? ;))) apropo, no jak mozna dobrze jezdzic po torach, jak ostatnia noc byla zupelnie zakrecona, czyzby to nadmiar Sobieskiego wow, ograniczcie alkohol Panowie!!!!! To chyba tyle co chcialam naklikac, wielkie dzieki dla Grzesia za odwiezienie do domu ;) oraz dla calej naszej piatki, ktora byla na tym wyjezdzie i na zakonczenie, zacytuje nasz tekst wyjazdu (from MV, m….r) Yeah Baby !!!!! Oby wiecej takich wyjazdow. Thak You Everyone AGA.

Bo zycie jest jedno i kropka!
W dniu wyjazdu pogoda nie byla najlepsza, temperatura wskazywala, w niektorych miejscach ponizej 32F, padal deszcz, ale dojechali, cali i zdrowi. Jak rowniez cali wrocili, no moze mniej zdrowi hahahihi, ale ten rodzaj wycienczenia, spowodowany byl inna dawka przygod. Jak to czasami bywa, nie obylo sie bez tak zwanych - pechowych wydarzen, ale chlopcy dali rade. Staneli na wysokosci zadania i udowodnili, ze sa facetami, jezdzacymi na GS-ach i maja …… odwage, w przemieszczaniu sie, bez odpowiedniych okryc wierzchnich….no wlasnie szacunek im sie nalezy, a szczegolnie Patrykowi. Trase z Savanny, niestety musial pokonac na raz, co wiemy, ze nie bylo latwe. Hehehe mam nadzieje, ze ta herbatka Patryk, postawila Cie na nogi…..! Im szybciej i zimniej, tym glosniej….slucha sie muzyki. Nastepnym razem pamietajcie, kurtki trzeba zapinac….!



Tak dla odmiany chcielismy sprobowac, jak to jest polatac rakieta, bo przeciez jak to jest jezdzic motorem, to juz wiemy. A dla zainteresowanych, kino w NASA, jest swietnym miejscem na odpoczynek i drzemke, szczegolnie po szalonych nocach na Main Street, i w Iron Horse. 




